„Wiedziałem!” krzyknął, uśmiechając się triumfalnie. „Każdy cent jest mój!” Odwrócił się do mnie, a na jego ustach pojawił się okrucieństwo. „Słyszałaś, Vanesso? Siedemdziesiąt pięć milionów. A ty? Nie dostaniesz nic. Absolutnie nic.”
Siedziałam nieruchomo, wstyd palił mnie w piersi. Jego doradcy prychnęli pod nosem. Przygotowałam się na ostatnie upokorzenie.
Curtis chwycił teczkę.
„Dobrze, Sterling. Zacznij przelewy. Skończyłem.”
„Proszę usiąść, panie Curtis” – powiedział spokojnie Sterling.
W sali zapadła cisza. Jego głos nie był podniesiony, ale brzmiał nieomylnie autorytatywnie.
Curtis zawahał się, zirytowany, po czym opadł z powrotem na krzesło.
Sterling przewrócił stronę. Cichy zgrzyt papieru zabrzmiał donośnie.
„Jest jeszcze jeden warunek” – powiedział spokojnie. „Jedną z nich, którą twój ojciec opracował dwa dni przed zapadnięciem w śpiączkę. Nosi tytuł Klauzula Lojalności i Charakteru”.
Curtis prychnął.
„Oszczędź mi. Wykłady taty. Omiń je”.
„Nie mogę”, odpowiedział Sterling. „Bo od tego zależy twoje dziedzictwo”.
Odchrząknął i przeczytał na głos:
„Zbudowałem swoją fortunę na solidnych fundamentach. A budowla nie może ustać, jeśli fundament jest skorumpowany. Od wielu lat obserwuję mojego syna Curtisa – jego próżność, egoizm i, co najboleśniejsze, brak współczucia dla umierającego ojca. Ale obserwuję też Vanessę”.
Serce mi zadrżało. Arthur… pisał o mnie?